Patronaty

Wyjeżdżamy dziś po raz kolejny na Trylogię. Plan nie jest do końca sprecyzowany. Jeśli pogoda pozwoli chcemy spróbować jeszcze raz Szaty. Po przejściu Barbary wiemy przynajmniej, że się da. Sprzedała nam patenty na to parszywe miejsce choć szczerze powiedziawszy nie dowiedzieliśmy się więcej, niż sami wiemy. Mamy nadzieję, że swiadomość tego, że ten wyciąg jest osiągalny uda nam się przejść całość. Podstawowy problem tkwi w pogodzie, w Wilder leje już od dobrego tygodnia, więc mamy nadzieję, że wogóle wbijemy się w ścianę. W razie jeśli prognozy się nie polepszą ruszymy w stronę Raikonu...

Łukasz Dudek

Z Teheranu wyruszyłem w głąb Iranu. Pomijając "mały Watykan”, czyli Qom dotarłem do małego miasteczka Kashan gdzie trafiłem na przemiłego taxi przewodnika. Za 15$ spędził ze mną cały dzień oprowadzając po najważniejszych miejscach i zabrał do położonego ok. 40 km dalej Ardestanu.

Wyjazd do Tadżykistanu miał miejsce 22 lipca, ostateczny powrót do Polski nastąpił 16 sierpnia, z czego pobyt w górach trwał  17 dni.

Ostatecznie do Gruzji lecieliśmy w sześć osób, z czego cztery miały się wspinać a dwie - pozostać w bazie. Zespół wspinający składał się z Zuzy Banaś, Krzyśka Nosala, Pawła Kosa i Andrzeja Żaka. Bazą mieli opiekować się Jacek Malinowski i Ania Magiera. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i dnia 23.07 pojechaliśmy na lotnisko. Ja z Zuzą dotarliśmy pierwsi i tam oczekiwaliśmy na resztę ekipy.

Trasa wyjazdu – jest, lista must see – jest, sprzet kupiony, ale co z zakwaterowaniem? Hosteli brak, hoteli jak na lekarstwo i koszmarnie drogie. Kwatery prywatne bez łazienki zaczynają się od 15$ za noc. Szybka decyzja – namiot, ale co w dużym mieście? Przecież nie rozbije karawany na skwerku do wyprowadzania psów. Ostatnia sensowna opcja, do której przyznaje nie bylem nigdy przekonany był couchsurfing. Nasłuchałem się od znajomych trochę opowieści o dwuznacznych propozycjach, jednak postanowiłem spróbowac.

Podkategorie